5 błędów, które popełniają początkujący nauczyciele

18:07



Każdy z nas kiedyś zaczynał. I każdy popełniał błędy - i pewnie popełnia je nadal. Z każdym rokiem stajemy się bogatsi w nowe doświadczenia, popełniane przez nas kiedyś błędy już się nie powtarzają, albo się zmieniają. Jeśli jesteś początkującym nauczycielem - poznaj je, by ich uniknąć. Jeśli jesteś nauczycielem z większym bagażem doświadczenia to zapraszam Cię do wspólnego wspominania.


1. Podawanie prywatnego numeru telefonu rodzicom

Jest to wygodne, ale na dłuższą metę męczące. Niestety, niezależnie od tego, jak cudowną grupę i wspaniałych rodziców masz, zawsze znajdzie się taki, któremu godzinę po zamknięciu przedszkola przypomni się, że coś zostawił/zapomniał zapytać. Albo napisze SMSa w poniedziałek o 5.00, że Basia jest chora i jej nie będzie. Albo zadzwoni w niedzielę rano, kiedy Ty właśnie postanawiasz nadrobić zaległości we śnie, żeby zapytać się, czy te leginsy na występ to muszą być leginsy:). Jeśli sprawa jest pilna, rodzic może zadzwonić na telefon przedszkolny. Jeśli potrzebuje skontaktować się z Tobą, to może napisać maila lub umówić się na rozmowę/konsultację lub przekazać Ci krótką informację przyprowadzając/odbierając dziecko. 

2. Podnoszenie głosu

Tak, wiem... przecież nie krzyczysz na dzieci, a do dzieci. Ale wiesz, że można inaczej? Jeśli od samego początku wprowadzisz jasne zasady i będziesz się ich konsekwentnie trzymać, to naprawdę nie będzie potrzeby nadwyrężania głosu:). Oczywiście, przy tworzeniu zasad musisz uwzględniać potrzeby i rozwój dzieci. Dobrze wiesz, że w naturze dziecka jest głośno się śmiać...:) Kiedy chcę zwrócić na siebie uwagę dzieci, czy to podczas zabawy, czy każdej innej aktywności używam np. instrumentu. Nie tego samego za każdym razem - pojawia się wtedy element zaskoczenia. Czasem też zapalam i gaszę światło. Posiadam też przeuroczy minutnik w kształcie loda i nastawiam go na tyle, ile będzie trwała zabawa swobodna dzieci. Wiedzą już, że gdy zadzwoni rozpoczyna się sprzątanie i przygotowanie np. do obiadu. Konsekwencja to słowo klucz:)

3. Przychodzenie do pracy w trakcie choroby

Nie wiem, czy ktoś Ci już powiedział, że za przychodzenie chorym do pracy orderu nie dostaniesz. Ja wiem, że są deadline i te dokumenty trzeba było oddać wczoraj, a jeśli nie zrobisz próby jutro to pojutrze występ okaże się klapą. Uwierz mi, been there, done that. Świat się naprawdę nie zawali, a Ty pochorujesz się jeszcze bardziej i zamiast dnia czy dwóch wolnego, wylądujesz na dwutygodniowym L4. Dodatkowo zarazisz dzieci, które pewnie chore będą przychodziły i roznosiły wirusy i bakterie dalej. Za chwilę znowu coś złapiesz, bo będziesz niedoleczona. Oczekujesz, że rodzice nie będą przyprowadzać chorych dzieci? To zdradzę Ci w sekrecie, że rodzice oczekują, by pani też nie przychodziła chora.

4. Zostawanie w pracy do późna

Nie ma w tym nic złego, jeśli zastępujesz koleżankę, czy dyrekcja Cię o to poprosi. Ale zostawanie do późna, bo się "nie wyrobiłaś" nie jest najlepszym rozwiązaniem. Jeśli już na początku swojej drogi zawodowej ustalisz sobie, że nie będziesz zostawała w pracy powiedzmy dłużej, niż 15 minut to się tego trzymaj. Zobaczysz, że z czasem wyrobisz w sobie nawyk dobrego planowania pracy. Będziesz pracować bardziej wydajnie nie tracąc swojego wolnego czasu. 

5. Trzymanie się planu

Planowanie procesu dydaktycznego jest jak najbardziej dobre i potrzebne. Ale zmiany w planie również. Nic złego nie stanie się, jeśli naprawdę podążysz za dziećmi. Jeśli widzisz, że są bardzo rozbrykane to pobrykaj razem z nimi, by trochę wyładować ich energię. Natomiast jeśli widzisz, że są wyjątkowo spokojne, to zacznij od części stolikowej, choć zaplanowałaś inaczej. Jeśli tuż pod przedszkolnymi oknami przejeżdża śmieciarka, to poobserwujcie jak śmieci z kontenera trafiają do pojazdu - przecież nie każdy to widzi na codzień. Jeśli nie uznajesz odstępstw od planu, to zawsze w nim zawrzyj... kilka minut na spontaniczność :). Dobrze jest też posiadanie czegoś w zanadrzu. Dodatkowej aktywności, zabawy, pomysłu na wypadek, gdyby udało się zrealizować plan szybciej, niż zamierzałaś:). 



I jak, rozpoznajesz swoje błędy w powyższych? A może choć trochę otworzyły Ci oczy? Jakie są Twoim zdaniem błędy początkujących nauczycieli? Podziel się swoją refleksją w komentarzu:)

Pozdrawiam:)
Monika

Może spodoba Ci się!

32 komentarze

  1. Ja rozpoznaję. Podawanie numeru to mój największy błąd. Rodzice potrafili dzwonić i koło 23:00.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uśmiechnęłam sie przy kazdym z wymienionych punktów. ������
    Najtrudniejszym do pokonania bledem bylo pozostawanie dluzej w pracy....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja popełniał ten błąd cały czas ;) (no ok, nie teraz bo jestem na urlopie, ale już od dawna nie jestem początkującym nauczycielem, a często zostaję po godzinach)

      Usuń
    2. No zdarza się nawet najlepszym :) Myślę, że nie ma nic złego w sporadycznym zostawaniu, ale np. zostawanie do późna po każdej uroczystosci to już niekoniecznie:)

      Usuń
  3. Monia jak zawsze trafne spostrzeżenia :-), na Ciebie zawsze można liczyć

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie najważniejsza wskazówka, której bym sobie udzieliła, to być sobą. Na początku starałam sie być zawsze uśmiechnieta, sztucznie opanowana i spokojna. Duzo więcej pożytku przyniosło pokazanie prawdziwej twarzy, włącznie z krzyknieciem, kiedy byłam zła i śmianiem sie z żartu ucznia, kiedy naprawdę mnie rozśmieszył (nawet kiedy był nieco niestosowny). Wydaje mi się, że pokazanie prawdziwego siebie sprawia, że uczniowie Cię polubią, a wtedy na prawdę nie będą chcieli Ci zaleźć za skórę - choćby z czystej sympatii.

    Moim największym "problemem początkującego", którym przecież wciąż jeszcze jestem jest budowanie relacji z bardzo malymi dziećmi. Trudno mi zachować konsekwencję i nie wypaść przy tym bardzo surowo, więc zwykle przeginam z jedną lub w drugą stronę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi konsekwencjami i przeginaniem raz w jedną, raz w drugą całkiem sporo ludzi ma problem. You're not alone. Po prostu dotrzymuj słowa. Jeśli mówisz, że dziecko czegoś nie otrzyma, czy będzie wykluczone z zabawy, to wtedy serdecznym głosem powiedz,że jest Ci przykro, ale tak się umówiliście i tak już musi być. Mnie to pomogło. Konsekwencja nie równa się surowości. Good luck! <3

      Usuń
  5. jestem szczęściarą! 11 lat pracy za mną mój prywatny numer udostępniam zawsze i jeszcze NIGDY nie przytrafiło mi się nadużycie :) z pracy lecę szybko do domu bo tęsknię, u mnie raczej problemem jest trzymanie się planu ;) to co napiszę to jedno a podczas realizacji ponosi mnie kreatywność i spontaniczność i czesto z planu realizuje 35 % ;) ale jakoś wszystkie strony procesu dydaktyczno-wychowawczego są zadowolone więc myślę że jest okejas ! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie czasem to wychodzenie do domu punktualnie. Ale nadal ćwiczę! I nawet już robię postępy:D

      Usuń
  6. z moich obserwacji wynikają dwa problemy początkujących nauczycieli :
    1. pt "czy sie stoi czy sie leży wypłata sie należy...." heloł ! ustrój polityczny się zmienił i zarabiasz tyle na ile pracujesz;
    2.Pani Magister korona z głowy nie spadnie jak raz czy drugi wytrze dziecku pupę bądź umyje po posiłku stół... ja rozumiem że "od tego" jest pomoc/niania/wozna/opiekunka, ale wykonanie powyższej czynności nie ubliża ani nie degraduje,
    taka moja mowa ! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uśmiechnęłam się czytając o chorobie. Ale nauczylam się tego już w pierwszym roku pracy, mając grupę maluszków i anginę co 3 tygodnie. W weekend leżenie, antybiotyk i jazda do pracy bo jakies dziwne poczucie zobowiązania mną kierowało. Aż w styczniu wylądowałam z zastrzykami, zapaleniem chyba wszystkiego co miałam i dwoma tygodniami L4. Od tego czasu kiedy jestem chora(nie przeziębiona, no chyba że mocno) idę na 2-3 dni zwolnienia. To naprawdę dla naszego zdrowia, a mamy je jedno tylko na całe życie. A jeśli chodzi o nr tel to tak jak koleżanka wyżej-chyba trafiam na jakies wyjatki bo przez 6 lat jeszcze mi sie nie zdarzylo nadużywanie tej formy. Pozdrawiam i życzę wszystkim nauczycielom regeneracji połączeń nerwowych w wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham moje dzieciaki i ich rodziców, ale nocne telefony już mniej <3 A co do zdrowia.. nauczyłam się tego niedawno. :)

      Usuń
  8. Monia, trafione w punkt! :) aż się przypomina to i owo z przeszłości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooj tak:) Choć bywają takie dni, że muszę sobie przypominać to, czego się nauczyłam...:)

      Usuń
  9. Pkt 1: zgadzam się w 100%, nigdy nie podaję swojego numeru prywatnego, ale również np. nie przyjmuję zaproszeń do znajomych od rodziców, bo konto na portalu społecznościowym i rodzice w tle... To nie idzie dla mnie w parze.
    Pkt 2: w mojej obecnej grupie jest ogromny problem z hałasem, mam sporo dzieci, które po prostu lubią mówić krzycząc, dlatego, że są przyzwyczajone do takiego zachowania w domu... czasem ręce opadają... Grzechotki, instrumenty nic nie dawały. Próbowałam nawet dzwonka do roweru, żeby zwrócić ich uwagę, ale to tylko potęgowało hałas. Obecnie staram się zwracać im uwagę, ale czasem zdarza mi się podnieść głos, bo w inny sposób nie mogę się do nich dostać.
    Pkt 3: moja lekarka użyła dokładnie takiego samego sformułowania :P Na początku ciężko jest się pozbyć tego poczucia obowiązku, ale jak już człowiek prawie przewraca się na ulicy, chyba zaczyna docierać.
    Pkt 5: Wobec tego w mojej karierze zawodowej, to jedno mogę sobie przypisać za niezaprzeczalny plus - nigdy nie udaje mi się zrobić niczego do końca tak jak zaplanowałam. Kiedyś mnie to drażniło, ale teraz już to olewam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do pkt. 1 i portali społecznościowych to też mam taką zasadę, że rodzice nie są moimi 'friendsami'. Jak chcą się ze mną skontaktować przez fb to proszę bardzo, mogą mnie znaleźć przez prywatną grupę przedszkolną i napisać wiadomość, ale moich zdjęć oglądać nie muszą ;)

      Usuń
  10. Wiecznie dokupywanie "czegos" bo potrzebna na już a zamówienie u dyrekcji będzie na za tydzień

    OdpowiedzUsuń
  11. Wieczne dokupywanie "czegoś" z własnych pieniędzy bym dopisała :) tak, też jestem w trakcie swego rodzaju odwyku i radzę sobie coraz lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo Ty! Ja wciąż nad tym pracuję:)

      Usuń
  12. Dziewczyny! Wszystko z czasem samo się weryfikuje. Po 25 latach pracy w zawodzie mogę powiedzieć to i owo, mianowicie: telefon daję dopiero od kilku lat - jeszcze nikt do tej pory nie nadużywał mojej prywatności. L4 już potrafię wziąć - to duży postęp. Plan jest planem, jak sama nazwa wskazuje, więc wcale nie musi być w 100% zrealizowany. Głos lepiej starać się nie podnosić!!! a z wychodzeniem punktualnym po pracy, to rzeczywiście odwieczny problem, ale znam takie koleżanki, którym udaje się wychodzić z pracy zaraz po skończonych zajęciach. Poza tym nasz zawód jest cudowny i przenigdy mnie zamieniłabym go na inny - nawet z potrójnie wyższa stawka. Po prostu mój zawód - to moja pasja.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Niektóre niby oczywiste, ale nie do końca. Bardzo inspirujące. Mam nadzieję, że nie popełnię żadnego z ww błędów; we wrześniu zaczynam swoją karierę jako nauczyciel języka angielskiego :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popełnisz. Każdy popełnia. To nic złego :)

      Usuń