Dlaczego nie wykonuję prac plastycznych za dzieci?

16:40



Już od dłuższego czasu przyglądam się dyskusjom na facebookowych grupach dla nauczycielek przedszkola, dotyczących wykonywania prac plastycznych z i za dzieci. Są trzy obozy: 1) dziecko ma robić zupełnie samodzielnie, 2) można mu odrobinę pomóc, 3) niech dziecko zrobi, ja poprawię, albo zrobię za dziecko.


Żebyśmy mieli jasność: w tym wpisie przedstawiam MÓJ punkt widzenia, MOJE zdanie i to,jak JA wykonuję prace plastyczne z dziećmi. Nie oceniam i nie krytykuję tych z Was, którzy robią inaczej. 

Prace plastyczne raczej nie są robione same sobie, aby były (chociaż zdarza się i tak). Zawsze towarzyszy, a przynajmniej powinien towarzyszczyć im jakiś cel. Utrwalenie wyglądu danej rzeczy, czy jej części składowych, sprawdzenie, czy dziecko rozumie polecenia, czy zapamiętuje kolejność, rowijanie motoryki małej, wyzwalanie i rozwijanie kreatywności, poczucia estetyki... tak naprawdę ilu nauczycieli, ile sytuacji, tyle może być celów działań plastycznych. Nasze zaangażowanie w pracę dziecka zależy od jej rodzaju, wieku dziecka no i właśnie - celu.


Dziecko wykonuje pracę zupełnie samodzielnie, jeśli chcę sprawdzić, czy potrafi daną rzecz wykonać. Np. wyciąć określony kształt. wykonać coś według instrukcji, czy pamięta kolejność. Jeśli cel pracy jest inny, a ja wiem, że dziecko poradzi sobie z zadaniem, to też wykonuje ją samodzielnie.

Dziecko wykonuje pracę plastyczną z moją niewielką pomocą, jeśli o to poprosi. Jeśli utknęło na jakimś elemencie i widzę, że wszystkie moje porady są na nic - pomagam. Nie chcę, by dziecko zraziło się do prac manualnych, by nie było z niej zadowolone (choć i tak to się zdarza). Dzieci mają odczuwać przyjemność i radość z wykonywania prac plastycznych i manualnych. Jeśli praca jest wyjątkowo wymagająca, a dziecko mało odporne emocjonalnie - pomagam. Często też w zależności od czasu,jakim dysponuję na wykonanie danej pracy oraz wieku dzieci z jakimi pracuję, przygotowuję gotowe elementy, które potem dzieci składają, układają, tną dalej. 

Rakiety inspirowane pracą plastyczną podczas warsztatów Gabi Mrozickiej na Kosmicznym Maratonie Artystycznym, wykonane samodzielnie przez 5 latki. Niektóre dzieci prosiły o pomoc w przyklejeniu "daszka" rakiety. 
Zdarza się, że praca jest wyjątkowo trudna. Nie tak dawno robiłam z dziećmi wieżę Eiffla ze słomek od napojów. Wtedy wybrałam na to taki dzień, w którym będę mogła z każdym przysiąść na chwilę i wykonać pracę z każdym dzieckiem. Nie chciałam, by przy pracy, którą i tak musimy zrobić (wynikało to z jednego z programów realizowanego przez przedszkole) dziecko poniosło porażkę. A z drugiej strony sama wybrałam, by wieża Eiffla była stojąca, a nie wyklejana na płasko na kartce, bo wychodzę z założenia, że prace wykonywane przez dzieci muszą być dla nich małym wyzwaniem, a nie banałem, który zrobią z zamkniętymi oczyma. 

A co z prezentami? Dla rodziców, dziadków... Cóż, z doświadczenia wiem, że rodzic woli dostać kawałek zmiętej kartki wysmarowanej klejem i brokatem, niż piękny obrazek w wykonaniu...pani. Rodzicom zazwyczaj chodzi o wartość sentymentalną. Z innej strony, jak wytłumaczysz rodzicowi podczas rozmowy podsumowującej obserwację, że manualnie dziecko słabo, prace słabe, trzeba pracować, a rodzic powie: chwileczkę, a taki piękny prezent dostałem na dzień mamy/taty? Też nieciekawie:) Nie zarzekam się, że zawsze i wszystko robią dzieciaki.  Prezentami po jasełkach były pierniki w słoikach. Ciasto gniotłam ja, pierniki wycinały i zdobiły dzieci, a słoik serwetką i wstążką zamykałam ja. Słoik to tylko opakowanie, więc sam prezent- pierniki zrobiły dzieci. 

Zapytacie, a co jeśli dziecko zrobi pracę po swojemu? Inaczej, niż według moich instrukcji? To zastanowię się, czy: moje instrukcje były źle sformułowane, praca za trudna, mam bardzo kreatywne dziecko:). Wiadomo, że bywa różnie i mogło to być zrobione z lenistwa, na złość i tym podobne... Doskonale wiemy, jakie są dzieci. 

A inna sprawa: czy dzieci muszą robić pracę w 100% według naszych instrukcji? Zapewniam, że połowa coś przekręci, dlatego staram się zostawiać trochę miejsca na dowolność, żeby nie być sfrustrowaną przy każdym plastycznym zadaniu... :)

Nie jest też tak, że pozwalam dzieciom robić to, co chcą, nie zważać na estetykę pracy itp. Jeśli widzę, że wszystkie elementy ledwo co się trzymają, pytam dziecko, czy jest pewne, że wszystko jest dobrze przyklejone. Jeśli mówi, że tak, to wtedy delikatnie podnoszę pracę. Jeśli coś jest luźno, albo po prostu odpada, dziecko wtedy poprawia. JA nie poprawiam za dzieci. Wyjątek jest jeden - praca zepsuła się, kiedy niosłam ją do szatni, by przyczepić na tablicę.  Staram się też nie oceniach ich prac, a bardziej pytać się, czy dziecko jest ze swojej pracy zadowolone. 

Obojętnie, jakie stanowisko zajmujesz - po prostu pamiętaj o słowie kluczu - UMIAR. Zostawianie dziecka sam na sam z pracą, też nie jest dobre, więc... trzeba znaleźć złoty środek!


Uff.. trochę się rozpisałam, ale temat ten wywołuje tyle emocji...:) Jaką zasadę Ty stosujesz przy wyborze i wykonywaniu prac plastycznych? 


Pozdrawiam, 
Monika

Może spodoba Ci się!

12 komentarze

  1. Niezły wpis ;) Faktycznie, od razu czuć w nim emocje :) :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja lubię kiedy prace nie są jednakowe, kiedy widać w nich indywidualność. Oczywiście bardziej widoczne jest to w rysunkowych, malarskich dziełach starszaków, ale prace 3 i 4 latków też pięknie potrafią się różnić. Zapewniam sobie i dzieciom spokój podczas prac plastycznych przyzwyczajając ich od maluchów do pracy przy jednym - dwóch stolikach. To działa! Instrukcję daję wszystkim dzieciom, pokazuję, przyklejam, maluję, wyjaśniam. Potem część idzie się bawić /umieją już bawić się tak, żeby inni mogli pracować !/ a kilkoro już siedzi przy stoliku i klei, lepi, maluje. Mam wsparcie w osobie pomocy i woźnej, więc sprawnie nam to idzie. Pomagam tym, którzy nie zapamiętali kolejności etapów, nie radzą sobie z klejem czy nożyczkami, ale nie poprawiam, nie każę przyklejać prosto, nie dobieram kolorów. Również poprawiam kiedy się odklei, ale uwielbiam kiedy jest krzywo, nieporadnie....:) W maluchach kiedy dzieci jeszcze nie potrafią rysowac wycinam ich bazgroty i naklejam na kolorowe tło. Od razu wychodzi nam dzieło sztuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pracuję już ze starszakami - 5latkami. Pracują wszystkie w tym samym czasie, ale przy muzyce klasycznej:)

      Usuń
  3. podzielam zdanie, sytuacja z dzis:malowalam z maluchami tradycyjnie pasta do zębów zimowy pejzaż dla ożywienia dzieci przyklejaly kolorowe postaci typu bałwan pingwin, jeden Pan pyta: czemu na jednym obrazku postaci są do góry nogami? odp:bo taki pomysł miało dziecko! (może nurkowaly w zaspie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak:) Znam taką jedną dziewczynkę, która też robi wszystko według swojej wizji... :) <3

      Usuń
  4. ps kiedyś u Ciebie dzieci dawały babciom i dziadkom notesiki na ozdobionych tekturkach, myslal"ale banał...." w tym roku m9he małych też takie wykonały ;)!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Podzielam Twoje zdanie... nie lubię robić prac, gdzie w 75% to wkład nauczyciela. W ogóle nie przesadzam z pracami, żeby inni zauważyli jak się staram. dla mnie liczy się dziecko, a nie potrzeby programu :) Najbardziej lubię, gdy dzieci same biorą się za materiał i konstruują swoje dzieła. Trzeba dostarczyć prostych rzeczy i by były łatwo dostępne dla dziecka (papier, klej, taśma klejąca, jakieś ścinki, kartony, gazety do wycinania elementów). Prawdą jest, że dziecko dziecku nierówne, niektórzy robią wszystko starannie i bezproblemowo, inni starają się a nie wychodzi, a jeszcze inni robią wszystko byle szybciej. Można pomagać, ale też wymagać :) Pozdrawiam Ela

    OdpowiedzUsuń
  6. Pomagać i wymagać - o to chodzi!

    OdpowiedzUsuń